poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział XIX część 2

Pierdol się

-TO JEST TWOJE DZIECKO SKURWYSYNIE..... - wrzasnęłam mu w twarz. Nie wytrzymałam. Zaczęłam mocniej krzyczeć.
-To nie możliwe dziwko -krzyknął wtał i podniósł mnie za ramiona. Zaczęły mnie piec z bólu.
-A jednak- szepnęłam ,i zaczęłam zwijać się z bólu . Brzuch zaczął mnie cholernie boleć ....nie wytrzymam tego bólu.Po chwili usłyszeliśmy wielki huk i wrzaski "POLICJA !". Dziękowałam w duchu bogu za czuwanie nademną. Olivier spanikwał rzucił mną o podłogę i wyskoczył przez okno . Moje oczy same się zamykały . Nie miałam siły z nimi walczyć , ostatnią osobą jaką zobaczyłam była spanikowana twarz pani evy.

"oczami Liama"

Ekipa powoli zaczęła się rozkręcać . Na początku byli oporni z piciem ,ale teraz już się rozluźnili i cieszą się chwilą zabawy. Ja siedzę w boksie i ich pilnuję .TAAA...Ktoś odpowiedzialy musi być.Po chwili poczułem wibrację telefonu. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałem.
-Halo ! -wydarłem się bo osoba po przeciwnej stronie mnie usłyszała.
-Liam ,kochanienki , ona....ona jest w szpitalu- powiedziała pani eva. Była zaplakana.
-O boże.....już jedziemy ! -wrzasnął i szybko się podnisłem z siedzenia.Szybko podbiegłem do przyjaciół siedzących przy barze. 
-Ewelina...szital -zacząłem się jąkać. Na szczęście zrozumieli. Szybko wszyscy wybiegliśmy z dyskoteki ,złapaliśmy pierwszą lepszą taksówkę . Taksówkarz kłucił się z nami że nie pomżemy jechać w 14 jednym samochodem ,ale gdy daliśmy mu kasę, zamknął się i ruszył do szpitala. Wszyscy z nas płakali . 

"Oczami Nialla"

Ona nie może umrzeć. Przecież ....NIE MOŻE. Po chwili wybiegliśmy z samochodu . Mało co zarejestrowałem z tego . Pamietam jak bliśmy już pod salą i czekaliśmy. Najgorsze chwilie na świecie...my czekamy bezczynnie ,a za rogiem lekarze walczą o życie naszej przyjaciółki. 

"Oczami Jareda" 

*5 godzin później*

Dziewczyny zasnęły w ramionach chłopaków. Może to i lepiej . Będą mogły odpocząć chwile od tego calego gówna. Nikt się do nikogo nie odzywał . Czekaliśmy w całkowitej ciszy ,po chwili z sali wyszedł lekarz.Wszyscy od razu pobiegliśmy do lekarza,no może oprócz gerarda, marcina i dziewczyn . Chłopaki nie chcieli ich budzić. 
-I co z nią ? -spytał się od razu frank 
-Cieżki stan . Jest w śpiączce. -odpowiedział ze skruszoną miną. Bo mu uwierze ,gówno go to obchodzi ,niech nie próbuje nawet udawać.
-A co z dzieckiem ? - Zayn się spytał 
-Przykro mi ,poroniła -powiedział i położył mu rękę na ramieniu . Rozpłakałem się , nie będę wójkiem . Dobrze że moja mala księżniczka żyje. 
-Uspokój się idioto . Ona żyje to najważniejsze -mówił do mnie mój umysł.
-Możemy do niej wejść ? -spytał Louis.
-Tak ,tylko pojedyńczo - powiedział lekarz i odszedł. 
-Mogę wejść pierwszy ? -zapytał się Justin.
-Dobrze - wszyscy zgodnie odpowiedzieliśmy.
"Oczami Justina"

Wszedłem cicho do jej sali . Leżałam tam taka bezbronna i blada. Przetarłem oczy po urojeniu łez. Podszedłem cicho do niej ,pocałowałem ją w głowę ,tak jak to miałem w zwyczaju i usiadłem obok niej na łóżku . Złapałem ją za rękę.
-Kochana, wróć do nas. Wszyscy chcą cię z nami . Nie opuszczaj nas, Wszyscy cię potrzebujemy. Może nie będzie wśród nas twojego dzidziusia ,ale będziesz ty . Nie umieraj . Będziejsz miałam jeszcze dziecko .Na pewno ,a ja będę dumnym wójkiem ,pokazującym mu świat muzyki . Błagam zostań przy nas. -pwiedziałem po czym do końca się już rozpłakałem . 


---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przperaszam za taki długi postój . Niestaty mój stan zdrowia się pogorszyl i wylądowałam w szpitalu .  Musicie mnie zrozumieć , To nie zależało ode mnie.